Poniedziałek
--------------------
O godzinie 4 rano obudziło dziwny dźwięk. Wstałam z łóżka i poszłam do okna. Okazało się, że to Neymar. Rzuca kamieniami. Co za wariat. Otworzyłam okno.
- Zwariowałeś! - krzyknęłam wychylając się do przodu.
- Cześć! Mi też miło Cię widzę. - odpowiedział i szeroko się uśmiechnął. Zasmiałam się z nim.
- Co ty tu robisz?
- Nie mogłem zasnąć.
- Niby dlaczego?
- Bo pewna piękna dziewczyna próbowała ukraść mi serce...
- A uchylisz rąbek tajemnicy?
- A wpuścisz mnie do twojego domu? - zrobił maślane oczka. Zasmiałam się.
- Już idę. Poczekaj. - powiedziałam i zamknęłam okno. Zeszłam na dół i podeszłam do drzwi wejściowych. Otworzyłam i wypuściłam go do środka.
- Na pijesz się czegoś.
- Nie, dzięki. - odpowiedział i poszedł za mną do mojego pokoju.
- To co powiesz mi co to za dziewczyna?
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć... - powiedział i podrapał się po karku.
- Najlepiej prosto z mostu.
- No, bo ja chyba się zakochałem... w... To... Tob... Tobie... - powiedział jąkając się. Zamurowało mnie. Jak taki sławny piłkarz mógł zakochać się w takiej zwykłej dziewczynie.
- Chyba lepiej będzie jak sobie pójdę. - powiedział i wyszedł z domu. Ja położyłam sięssportem do łóżka i myślałam. Jak to możliwe, on Neymar Da Silva Santos Junior. Jeden z najlepszych piłkarzy FCB mógł zakochać się we mojej osobie. W zwykłej dziewczynie. W końcu o godzinie 5.00 udało mi się zasnąć.
***
Wtałam o godzinie 12.00. Poszłam do łazienki umyć się. Owinięta ręcznikiem weszłam do mojego pokoju i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarne spodenki, kremową bluzkę i czarne koturny. Wróciłam do łazienki. Ubrana, U malowana i uczesana zeszłam do kuchni. Uszykowałam sobie śniadanie i postanowiłam odpuścić dzisiaj sobie szkołę przecież dzisiaj jest bankiet powitalny. Będzie na nim cały skład FCB, były trener, my, no i oczywiście Neymar. Ludzie co ja gadam. Po śniadaniu wzięłam moją torebkę i wyszłam na spacer do parku. Przechadzając się alejkami poczułam okropny ból z tyłu głowy. Dalej była tylko ta okropna ciemność.
***
Obudziłam się w szpitalu, a obok mojego łóżka siedział Neymar.
- I jak się czujesz? - zapytał
- Bywało lepiej. A tak wogóle to co się stało?
- Jakiś koleś rzucił w ciebie kamieniem i chciał zabrać ci torebkę. Jakimś cudem akurat byłem w pobliżu. No i złapałem tego faceta, zadzwoniłem po karetkę i po policję.
--------------
KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ :-D
7 komentarzy = 6 rozdział
Powodzenia ♥
Świetny :*
OdpowiedzUsuńPrzepraszam za nieobecność ;/ następny cudny do kolekcji ;* dodawaj szybko next !! ;*
OdpowiedzUsuńnext poproszę
OdpowiedzUsuń